Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozważania.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozważania.. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lipca 2015

Yin i yang: moja największa mandala.

Skończyłam malować swoją największą mandalę akrylami. Na płótnie pół metra na pół metra! Do tej pory moje największe mandale miały około 25 cm średnicy. Jestem z siebie dumna i bardzo zadowolona!
A było to tak:
Mandalę zaczęłam malować więcej niż pół roku temu. Od razu wiedziałam jakie ma mieć kolory i wymiary i na której ścianie zawiśnie w naszym domu. W pokoju, gdzie czytamy, medytujemy, słuchamy muzyki, rozmawiamy, jednym słowem relaksujemy się. Pokój ma być też przemalowany, więc wszystko pod kolor. I z zapałem namalowałam mandalę prawie w całości, ale to prawie to duża różnica. Bo prawie to tylko prawie. Zostało na płótnie centralne kilkucentymetrowe koło i to prawie nie dało się wykończyć. Po pierwsze, wszystkie swoje mandale zawsze zaczynam od centrum, a potem one rozrastają się wraz z moją koncepcją i wyobraźnią. A ta zaczęła powstawać od tła. No a potem to nieszczęsne puste koło. Pół roku przestawiałam płótno od ściany do ściany pilnując, aby pies nie uznał go za dobrą zabawkę do rozgryzienia. A płótno całkiem spore i wszędzie przeszkadzało. Pół roku miałam blokadę artysty. A to chciałam jakiś szlachetny kamień wkleić. A to namalować jedno z moich totemicznych zwierząt. Ale to nie ten styl! Nie taka mandala! Potem wymyśliłam, że po prostu wmaluję tam drugą miniaturową mandalę, ale i ten pomysł mi nie odpowiadał. Zamalowanie koła jednym kolorem też nie brałam pod uwagę. I tak męczyła mnie ta mandala pół roku aż do dnia, który opisałam w „Metamorfozie", kiedy w chwili artystycznego kryzysu zniszczyłam większość swoich obrazów. Uchroniły się te, co wisiały na ścianach i te z mandalami. Następnego dnia, po tym niszczycielskim akcie wyzwolenia weszłam do pokoju „zbrodni", spojrzałam na od pół roku stojącą mandalę z pustym środkiem i EUREKA! Wiedziałam! Przecież to było takie oczywiste!
Symbol yin i yang! Moja mandala potrzebowała symbolu równowagi, dopełnienia, balansu, tak samo jak moje życie!
Nie ma dnia bez nocy, życia bez śmierci, gorąca bez zimna, końca bez początku i początku bez końca. Wszystko się dopełnia, równoważy. Najważniejszy jest balans.
I jak się okazało mój artystyczny kryzys przyniósł natychmiastowe natchnienie, bo nasze życie nie toleruje pustki. Zawsze coś czymś musi być zastąpione. Yin i yang.
I pisząc tytuł posta Metamorfozy: "Akt zniszczenia czy narodziny nowego artysty?" nie zdawałam sobie nawet sprawy z siły tych słów i jak szybko jedno zostanie zastąpione drugim :))

Mandala już na ścianie. Jak powiesiłam obraz było już dosyć ciemno w pokoju i teraz widzę, że zdjęcie komórką nie oddaje wszystkich niuansów. Wkrótce to nadrobię w lepszym świetle.
I detale:


poniedziałek, 29 czerwca 2015

Miłość jest jak ogród.

Pierwszy raz na blogu wstawiam nie swoje zdjęcie, ale tak mnie ujęło swoim przekazem, że nie umiałam się powstrzymać. Dziękuję zatem Kate, że pozwoliła podzielić się tym niezwykłym zdjęciem.
Tu nie chodzi o koszulki i ich kolorystykę, ale zobaczcie, jak Kate umiejętnie je poukładała do zdjęcia, aby przekaz nabrał prawdziwej siły:


Więc dzisiaj chwila rozmyślania, jak MIŁOŚĆ różni się od wszystkich innych uczuć i nie poddaje prawom matematyki. Miłość zawsze tylko się mnoży, dodaje, czym więcej dajemy, tym więcej zostaje w nas. I wystarczy zasadzić, a potem już tylko będzie rosła, rosła, i rosła.
Zresztą zdjęcie mówi więcej niż tysiące słów.
Zasadźmy ziarenko miłości, a potem cierpliwie podlewajmy miłością, a reszta dokona się sama. 




niedziela, 21 czerwca 2015

Ludzie nazywają To Życiem....

Każdy koniec jest Początkiem
Każdy początek jest Końcem.
Koło bezustannie się toczy
Nie bierze pod uwagę, czy chcę.
Toczę się kołem
Od początku do końca
I od końca do początku.
Niezmiennie.
Ludzie nazywają to
Życiem.

piątek, 5 czerwca 2015

Pytania.

Tyle pytań bez odpowiedzi.
Tyle znaków zapytania.
I po co? Dlaczego? W jakim celu? Jak długo?
Już wiem, że mimo poszukiwań nie znajdę odpowiedzi. Nie teraz. Nie w tym życiu. Czy zrozumiem po śmierci? Toż to kolejne pytanie bez odpowiedzi.

„Wszechświat byłby równie niepojęty, gdyby składał się tylko z jednego kamienia wielkości pomarańczy. Pozostałoby to przeklęte pytanie: skąd wziął się ten kamień? “
(Jostein Gaarder – „Świat Zofii”)


czwartek, 28 maja 2015

Czy warto?

Chwila - krótki odcinek czasu.
Jest i zaraz jej nie ma. Warto ją przeżywać, nie mam wątpliwości.
Ale czy warto chwile łapać obiektywem?

Czy to strata czasu danego nam na przeżywanie?
Czy to możliwość złapania chwili, aby trwała dłużej?

????


niedziela, 24 maja 2015

Ulotność myśli.

Natłok moich własnych myśli i ich prędkość samą mnie zaskakuje. I nie są to myśli natrętne, niechciane czy chore. Przez moją głowę sprintują opowiadania, wiersze, rozważania i wszystko wydaje się ważne, sensowne i na wagę .... zapisania.
Biegnę na górę po zeszyt, bo opowiadanie mam w głowie. Dzwoni telefon. Odbieram. Rozmawiam minutę. Dalej idę po zeszyt ale myśli już przeskoczyły na drugą półkulę, przeszły na tor tematu pomagania i przyjmowania pomocy. Temat ważny obecnie dla mnie, przyjmowanie pomocy za mało oswojone, należy opisać, przerobić. Docieram wreszcie do zeszytu i siadam przy stole. Na chwilę zamieram w zachwycie, że siedzę bez wysiłku i zawrotów. Jestem szczęśliwa. Chwlą. Poprzednie myśli uleciały, bo teraz rozważam jak zmienne jest nasze życie i to, co w nim doceniamy. A przecież ta nietrwałość w świecie i nasze złudzenie stałości miały być tematem opowiadania, które zapisać koniecznie chciałam i po zeszyt pobiegłam.

I jak tu nadążyć? Zatrzymać? Zapisać? Gdy one ulotne jak wiatr pędzą i płynne jak woda, nieuchwytne jak powietrze, dotknąć nie mogę. Zmienne!
Istotne są dla mnie. Gdy znowu wpadnę w stan otępienia, to chciałabym je mieć zapisane. Pod ręką. Gotowe. Dowód na to, że łapię chwile i myślę.